« Powrót do strony Comenius


Example content image




   


V spotkanie w ramach programu Sokrates – Comenius.



        W dniach 13.04 – 18.04.2008 odbyło  się kolejne spotkanie robocze w ramach realizacji projektu Comenius pt. „Wyzwanie Unia Europejska” w I Liceum Ogólnokształcącym im. Marii Skłodowskiej – Curie w Hajnówce. Uczniowie i nauczyciele czterech szkół partnerskich (Polska, Niemcy, Finlandia, Węgry) spotkali się tym razem w Hermannsburgu (Niemcy). Tematem spotkania były migracje ludności, ich przyczyny i skutki oraz wyznaczenie dalszych prac w realizacji projektu.
                                                            Koordynator projektu
                                                              mgr Lucyna Lewczuk


A oto relacje ze spotkania widziane oczami naszej uczennicy Kasi Tarasiuk:

    Do Niemiec wyjechaliśmy już w sobotę (13. kwietnia) o godzinie 1000. Na miejsce, do Hermannsburga lub pobliskich miejscowości, dotarliśmy dopiero w niedzielę rano, po ponad dwudziestodwugodzinnej podróży. Rodziny goszczące miło przyjęły nas w swoich domach. Mieliśmy wolny czas dla siebie aż do następnego dnia.
    W poniedziałek rano spotkaliśmy się w szkole w Hermannsburgu, gdzie odbyło się spotkanie wszystkich uczniów i nauczycieli biorących udział w projekcie Comenius. Po nim mieliśmy okazję pierwszy raz zwiedzić niemiecką szkołę i zobaczyć, jak wyglądają tam lekcje. Niektórzy od razu spostrzegli różnice, np. w ilości książek noszonych do szkoły, wyposażeniu klas i rozkładzie zajęć. Nasi nauczyciele uczestniczyli wówczas w spotkaniu, na którym planowali nasze kolejne działania w projekcie.
    Po południu wszyscy jechaliśmy autobusem do Celle, by zjawić się na spotkaniu z władzami miasta i dowiedzieć się więcej na temat realizowania naszego projektu w całym okręgu Celle. Następnie, pomimo dużego deszczu, wybraliśmy się na zwiedzanie z przewodnikiem tego pięknego miasta. Mogliśmy poznać wiele ciekawych legend, a także przypomnieć czasy renesansu.
    Kolejne dwa dni - wtorek i środę kilka osób miało okazję spędzić w Berlinie, poznając historię i oglądając słynne budowle.
    Po zakwaterowaniu wyruszyliśmy najpierw na zwiedzanie tego ogromnego miasta. Mieliśmy okazję zobaczyć Bundestag, Bramę Brandenburską, Bundesrat, Urząd Kanclerski, a także pomnik pamięci Holokaustu, kawałek Muru Berlińskiego na Potsdamer Platz oraz Gendarmenmarkt i wiele innych znanych miejsc. Zwiedzanie zakończyliśmy w „Europäisches Haus”, gdzie zapoznano nas z działaniem i zadaniami Parlamentu i Komisji Europejskiej. Później mogliśmy wrócić do motelu, by przygotować się do kolejnego dnia oprowadzania po Berlinie. Mieliśmy nadzieję, że w końcu przestanie padać deszcz, który towarzyszył nam przez całą trasę „wycieczki”.
    Na szczęście środa zaczęła się słonecznie, a my z ochotą wyruszyliśmy do Bundestagu, by tym razem zobaczyć go od środka. Zaciekawiły nas sale posiedzeń pięciu frakcji (partii rządowych), ale szczególnie podobała nam się kopuła budynku i panorama z tarasu na dachu. Podziwialiśmy stamtąd piękne widoki dużej części miasta.
    Kolejnym punktem planu naszej wycieczki było odwiedzenie Muzeum Muru Berlińskiego. Pani przewodnik dokładnie opowiedziała nam historię podziału Berlina, pokazała oryginalną część muru oraz pomnik upamiętniający tych, którzy zginęli próbując dostać się na drugą stronę.
    Następnie mieliśmy okazję zobaczyć jeszcze kilka miejsc, a wieczorem wyruszyliśmy z powrotem do Hermannsburga.
    W czwartek mogliśmy już więcej czasu spędzić na lekcjach z naszymi niemieckimi kolegami. Obejrzeliśmy filmy i prezentacje przygotowane przez młodzież działającą w projekcie na temat migracji ludności w Europie.
    Piątek, choć był ostatnim dniem naszego pobytu w Hermannsburgu, także spędziliśmy w szkole. Ale czekała nas tam niespodzianka. Już po dwóch pierwszych lekcjach byliśmy na dużej szkolnej auli, gdzie mogliśmy poczuć się przez chwilę jak w prawdziwej filharmonii. Specjalnie dla nas koncert zagrała orkiestra ze szkoły muzycznej w Finlandii. Za piękny występ podziękowaliśmy burzą oklasków.
    Potem udaliśmy się do domów, by spakować się, podziękować za gościnę i wspaniale spędzony czas w Niemczech. Już o 1800 musieliśmy być na stacji, by wyruszyć w drogę powrotną do Polski, do naszej Hajnówki. Ale pożegnanie było długie i trudne. Zdążyliśmy przez ten krótki czas naprawdę się ze sobą zaprzyjaźnić, a już musieliśmy się z nimi rozstać. Wszyscy chcieliśmy jeszcze tu zostać. Niektórym popłynęły łzy. Jeszcze tylko zrobiliśmy ostatnie zdjęcia na pamiątkę i już machaliśmy z pociągu dopóki nie straciliśmy ich z pola widzenia.
    Wyjazd był naprawdę udany. Zostało nam mnóstwo miłych wspomnień. Mamy nadzieję, że jeszcze zobaczymy się z naszymi przyjaciółmi z Niemiec.

ZAPRASZAMY DO GALERII




III spotkanie w ramach programu Sokrates – Comenius.


W dniach 21 – 27.04.2007 w szkole w Hermannsburgu (NIEMCY)
Pamiętnik w zdjęciach
Wizyta w Hermannsburgu




Pamiętnik
21.04.2007r.  (sobota)


     Dzień zaczął się bardzo interesująco... Ranna pobudka, szybka kąpiel, szukanie ubrania na podróż, ostatnie sprawdzenie zawartości torby podróżnej (na pewno wszystko wzięłam?), pakowanie bagażu podręcznego (zdecydowałam się na ten najbardziej wygodny i poręczny- plecak). Idę do kuchni, a tam mama się krząta w celu spakowania przygotowanego wcześniej ekwipunku dla swojej kochanej córeczki. Ale chyba każdy zna to uczucie.... W przeddzień wyjazdu wszystko zostało starannie przygotowane, a i tak później trzeba poświęcić minimum pół godziny między innymi na sprawdzenie, czy oby nikt nie zjadł niczego przez przypadek... Na szczęście u mnie jakoś wszystko szybko poszło, nawet robienie kanapek) Spakowana i przygotowana do wyjazdu czekałam na tatę, którego celem dzisiejszego dnia było pełnienie funkcji taksówkarza dla mnie i jeszcze trzech osób, które „zabierały” się z nami do Białegostoku.... Gdy w końcu i tato był gotowy do wyjścia, pomógł mi zapakować olbrzymich wielkości torbę, plecak oraz ludowy strój, w którym mieliśmy występować w Niemczech na prezentacji naszego regionu... Ale o tym później....
     Z tatą pojechaliśmy po poszczególne osoby, które miały jechać z nami. Pierwsza w kolejności była Kasia. Nie sądziłam, że jeszcze u niej chwilkę posiedzimy, gdyż akurat jej tato był na ważnych zakupach w mieście... Gdy Kasia w końcu zapakowała wszystko, co potrzebne do bagażnika naszego samochodu, mogliśmy spokojnie wyjechać po kolejną osobę, którą był nasz nauczyciel wychowania fizycznego. Na szczęście w tym punkcie naszej wycieczki nie było żadnych problemów=) Więc od razu już we czwórkę pojechaliśmy po naszą ostatnią towarzyszkę- nauczycielkę angielskiego. Po kilku próbach zapakowania wszystkich bagaży w samochodzie, w końcu nam się udało i mogliśmy wyruszać do Białegostoku.
    Podróż minęła w miłej atmosferze rozmów... Ale to raczej pominę =)
    Dojechaliśmy do Białegostoku, gdzie spotkaliśmy się z innymi uczestnikami wymiany. Po chwili podjechał „nasz” autobus, do którego zapakowaliśmy wielkie torby. Pożegnaliśmy się z bliskimi i ... wyruszyliśmy na podbój „świata”.... Bardziej szczegółowo: Niemiec=) Podróż trwała tak długo, że grzechem było niespanie w czasie jej trwania... Więc ja też troszkę się zdrzemnęłam....

22.04.2007r. (niedziela)


     Zaskoczenie... Ale bardzo miłe.... Jesteśmy w Niemczech.... A dokładniej w Hermannsburgu. Niby mała wioseczka, a jej urok jest niesamowity.... Chyba bym tu zabłądziła sama... Domki wyglądają bardzo podobnie... Prawie każdy jest zrobiony z czerwonej cegły, a podwórka są niesamowicie zadbane i pielęgnowane przez gospodarzy... Dzień spędziliśmy głównie na spacerowaniu po Hermannsburgu i oglądaniu ciekawych miejsc pod opieką naszych znajomych, u których mieliśmy mieszkać... Ja trafiłam do miłej, sześcioosobowej rodziny., która przyjęła mnie niesamowicie ciepło... Po południu cała grupa (Polacy oraz opiekujący się nami Niemcy) poszła na „małe co nie co”... Tu, w Niemczech, spróbowaliśmy niesamowicie pysznych lodów.... Każdy z nas zamówił sobie wielkie pucharki z owocowymi lodami... Ja, Marta, Ignacy, Emil i Krzysiek wzięliśmy truskawkowe... Bo jak wiadomo, w Polsce na truskawki musimy jeszcze poczekać, a skoro mieliśmy szansę je skosztować wcześniej u naszych zachodnich sąsiadów, dlaczego by z tego nie skorzystać=) Tak więc każdy z wielką przyjemnością zjadł całą zawartość sporego pucharka, nie patrząc na cenę (nawiasem mówiąc deser kosztował 5 €). Później, wieczorkiem, z całą grupą poszłam do pubu, w którym był też bilard... Miłym zaskoczeniem było spotkanie ze znajomym z Węgier. Otóż miłym zbiegiem okoliczności do tego samego pubu zawitał Roland... Przywitaliśmy się z nim i wspólnie usiedliśmy przy złączonych stolikach... Wieczór minął bardzo miło. Siedzieliśmy, gadaliśmy, a my, Polacy wymienialiśmy się swoimi wrażeniami po pierwszym dniu za granicą...


23.04.2007r. (poniedziałek)


     Dzisiaj musiałam wcześnie wstać. Po zjedzeniu śniadania, wraz z moją niemiecką koleżanką pojechałam do jej szkoły. Tam spotkałam resztę naszej grupy. Okazało się, że będziemy zwiedzać Hermannsburg. Pierwszym punktem była wizyta u burmistrza tej małej miejscowości. Później miły starszy pan pokazywał nam najważniejsze miejsca w mieście. Widzieliśmy między innymi rzeźbę mężczyzny, który w dawnych czasach w Hermannsburgu ogłaszał, dzwoniąc dzwoneczkiem i głośno krzycząc, różne informacje. Ciekawa praca=) Widzieliśmy też fontannę, przedstawiającą Hermannsburg oraz okoliczne kolonie. Byliśmy w bardzo starym, ale wciąż funkcjonującym kościele, a następnie pojechaliśmy do Bergen- Belsen- dawnego niemieckiego obozu koncentracyjnego. Obejrzeliśmy w nim przerażający film pokazujący uwolnienie wieźniów przez wojsko, ale także okropne sceny pochówku zmarłych w grupowych grobach... Następnym etapem wycieczki było zwiedzanie obozu. Mało co jest tam do oglądania, ale fakty, które opowiadała nam przewodniczka ściskały za serce... gdyż także tu znajdowali się więźniowie polscy. Widzieliśmy nawet ruiny bloku, w którym byli przetrzymywani Polacy i Węgrzy. Około godziny 16:30 pojechaliśmy z Bergen- Belsen do Johanny. Spotkaliśmy się u niej wszyscy razem. Wieczór minął bardzo przyjemnie, ale zdecydowanie za szybko i powoli każdy wracał do domu... Na mnie i Maike też w końcu nadszedł czas.... Gdy wróciłam z nią do domu, było już bardzo późno, więc po szybkiej kąpieli zmęczona poszłam spać...


24.04.2007r. (wtorek)


   Poranna pobudka... Znowu.... Mam nadzieję, że odeśpię już w Polsce=) Dzisiaj w planach było zwiedzanie Bremy. Od razu w oczy rzuciła się architektura tego miasta... Stare wysokie kamiennice, zabytkowe budynki, brukowane ulice oraz wąskie alejki. Długo by opisywać wszystkie miejsca, w których byliśmy, więc tylko je wymienię (i tak raczej nie uda mi się wszystkich). A więc zabytki które widzieliśmy to m.in.: ratusz, katedra z grobami biskupów, pomnik Rolanda, dom znanej niemieckiej malarki Pauli, port, rzeźba kąpiących się biednych ludzi. To wszystko pokazał nam przewodnik... Później był czas wolny, w czasie którego ja, Marta, Krzysiek, Ania i Kasia na własną rękę zaczęliśmy zwiedzać te piękne miasto. Zajrzeliśmy do kilku sklepów z pamiątkami, gdzie zawsze znajdowaliśmy ciekawe rzeczy, jak np. śmieszne pocztówki, afrykańskie orzechy, kolorowe naszyjniki itp. Chodząc różnymi uliczkami natknęliśmy się nawet na słynny pomnik muzykantów z Bremy, przy którym zrobiliśmy sesję zdjęciową, obowiązkowo dotykając kopyt osła (co podobno przynosi szczęście). Wolny czas spędziliśmy w restauracji, gdzie spotkaliśmy naszą rodaczkę, u której bez problemu zamówiliśmy pyszne ciasto (oczywiście truskawkowe) z bitą śmietaną. Miłą niespodziankę zrobił nam Krzysiek, kupując dla mnie, dla Marty, Kasi i Ani piękne niemieckie róże. Gdy czas wolny minął cała wielka grupa wymiany spotkała się przy autokarze i pojechaliśmy do Worpswede, gdzie było dla nas przygotowane ciasto z herbatą lub kawą. Następnie wróciliśmy do Hermannsburga i po obiedzie wszyscy poszliśmy do Corinny oraz mieszkającej u niej Zuzi... Nikt z Polaków nie sądził, że Niemcy to tak rozrywkowi ludzie... Dłuższy czas siedzieliśmy, rozmawialiśmy i żartowaliśmy... Nawet nie zorientowaliśmy się, jak szybko nastąpiła środa =) Więc trzeba było wracać do naszych niemieckich domów... =)

25.04.2007r. (środa)


     Pierwszy dzień, w którym nie musiałam wcześnie wstawać... O 8:00 usłyszałam dźwięk budzika i spokojnie poszłam do łazienki... Później Maike zawołała mnie na śniadanie... Dom był dziwnie pusty... Okazało się, że rodzeństwo dziewczyny poszło już do szkoły, a rodzice pojechali na zakupy. Po śniadaniu szybko przygotowałam się do wyjścia i z Maike pojechałyśmy do szkoły. Tu bowiem, w auli każdy kraj miał przygotować prezentację o swoim państwie lub regionie. Mieliśmy więc dużo pracy... Maike z innymi Niemcami poszła na lekcje, a ja wraz z rodakami wzięłam się do roboty. Staraliśmy się, by zrobić to szybko, ale i bardzo starannie... Po kilku godzinach solidnej pracy byliśmy już zmęczeni, ale i ucieszeni z jej efektów. Bowiem nasza gazetka wyróżniała się spośród innych krajów barwami oraz wesołą atmosferą... Mieliśmy jeszcze około trzech godzin do prezentacji. Dlatego postanowiliśmy zrobić jeszcze próbę poloneza, bo to właśnie do niego były potrzebne te stroje, które wzięliśmy z Polski. Myśleliśmy, że aula będzie pusta, ale mimo że obserwowało nas kilkanaście osób z innych krajów postanowiliśmy przećwiczyć taniec. Niektórym jeszcze myliły się niektóre kroki, więc zaplanowaliśmy spotkać się za godzinę, po obiedzie, by zrobić ostatnią próbę, generalną. Po jakimś czasie przyszła Maike, by zabrać mnie na obiad. Więc w ekspresowym tempie pojechałyśmy do domu i zjadłyśmy spaghetti i ponownie pojechałyśmy do szkoły. Tak ja i reszta grupy poćwiczyliśmy parę razy poloneza oraz piosenki i poszliśmy się przebrać w stroje ludowe... Nawet nie zauważyliśmy kiedy cała prezentacja już się rozpoczęła. W krótkiej przerwie przeszliśmy do reszty Polaków i z niecierpliwością oraz wielką tremą oczekiwaliśmy na naszą kolej.... I w końcu nadeszła... Wyszliśmy na środek i zaczęliśmy taniec... Szło nam bardzo dobrze, trema odeszła i osobiście to ja czułam się świetnie...  Mam nadzieję, że już wkrótce zobaczę jak to wyglądało z boku, gdyż nasi nauczyciele czuwali nad tym, by wszystko zostało nagrane...
    Po prezentacji każdego z krajów mieliśmy szansę spróbować różnych potraw niemieckich, które przygotowała szkoła.... Ja jednak skusiłam się jedynie na pyszną bitą śmietanę...
    Pod wieczór ja, Maike, Krzysiek i Wojtek spotkaliśmy się u Johanny, gdzie graliśmy w ciekawą grę planszową... Było naprawdę świetnie...
    I znowu padłam jak deska na łóżko i szybko zasnęłam...

26.04.2007r. (czwartek)


    Dzisiaj znowu ranna pobudka, szybkie śniadanie i podróż do szkoły... Na lekcje! Jedyna okazja, by zobaczyć jak w niemieckiej szkole prowadzone są zajęcia... I muszę przyznać, że dyscyplina jest i to niezła... Raczej nauczyciel nie ma problemów z lekcją (w porównaniu do niektórych zajęć u nas)... Akurat ja, jako jedyna z całej grupy trafiłam na matematykę... I zdziwiłam się, gdy zobaczyłam rozwiązywane zadanie na tablicy... Umiałam to =) To jest plus matematyki: jest taka sama w każdym kraju...
    Po lekcji poszłam z resztą na lunch. Maike kupiła mi wielkiego kebaba oraz mrożoną herbatę. O godz. 12:30 pojechaliśmy pociągiem do Hannoweru. I muszę przyznać, że ten środek lokomocji bardzo przypadł mi do gustu...  Piętrowy pociąg z ładnymi, wygodnymi siedzeniami... Po prostu czysty luksus =) W Hannowerze zobaczyliśmy kościół oraz pomnik Marcina Lutra, przy którym obowiązkowo zrobiliśmy sesję zdjęciową... Ale naszym celem był Landtag... Spotkaliśmy się w nim z trzema posłami, którzy odpowiadali na pytania uczniów, a później udaliśmy się do miejsca, z którego mogliśmy obejrzeć obrady posłów. Wyglądały bardzo podobnie jak w naszym Sejmie, ale różnica była taka, że nie wszystko dałam radę zrozumieć... Byliśmy tam godzinę, a następnie pojechaliśmy do Hermannsburga.
    Maike zawiozła mnie do domu, gdzie zjadłam z nią obiad... Na szczęście już pośpiech nie był potrzebny, gdyż jedyne co było zaplanowane na dzisiejszy wieczór to spotkanie u Wolfa. A więc miałam chwilę czasu... Korzystając z okazji wysłałam e-maila do rodzinki oraz zajrzałam na kilka polskich stron internetowych w poszukiwaniu newsów. Gdy zrobiło się ciemno na podwórku, Maike weszła do pokoju i oznajmiła mi, że możemy już jechać do Wolfa. Gdy dojechaliśmy na miejsce, prawie wszyscy już byli. Z daleka zobaczyłam piękne, wielkie ognisko i od razu przypomniał mi się kulig z ogniskiem u nas, w Hajnówce, w czasie wymiany w tym roku. I też pomyślałam sobie, że to już ostatni wieczór w Niemczech... Że jutro o tej porze będziemy w drodze do domu... Nie wiem, czy się cieszyć czy płakać... W sumie stęskniłam się za rodziną, ale przez ten tydzień zżyłam się z tą drugą, „niemiecką rodziną”. Chyba każdy z tej wymiany czuł to samo w ten wieczór... Ale nie zamartwiałam się tym, gdyż w końcu to ostatnie spotkanie przed wyjazdem. Trzeba się bawić... I tak jak przypuszczałam... Było świetnie... A już pod koniec tak się ludzie rozkręcili, że aż zrobiło się bardzo „rodzinnie” =) Ja i Marta nastawiałyśmy aparaty na samowyzwalacze i robiłyśmy sobie i innym uczestnikom wymiany fotki. Tak więc mamy świetne pamiątki- wspólne „międzynarodowe” zdjęcia...  Dzisiejsza noc była naprawdę świetna i co najważniejsze- bardzo integracyjna, gdyż spotkali się tu wszyscy uczestnicy wymiany: Polacy, Niemcy, Węgrzy oraz Finowie.

27.04.2007r. (piątek)

   
    O 7:00 pobudka oraz śniadanie, a następnie wyjazd do szkoły... Tam spotkałam Martę, Kasię, Wojtka i Krzyśka oraz pana Romana i wszyscy razem poszliśmy obejrzeć lekcję wychowania fizycznego w niemieckiej szkole... Upał był straszny, a mimo to uczniowie bez żadnych oporów dzielnie skakali przez płotki na pełnym słońcu... My niestety nie jesteśmy przyzwyczajeni do takich upałów, tym bardziej pod koniec kwietnia, więc rozdzieliliśmy się i wróciliśmy do domu na obiad... Koło godziny 14:00 ja i Maike pojechałyśmy na plażę. Tam spotkałyśmy się jeszcze z kilkunastoma osobami... Wszyscy graliśmy w siatkówkę w wodzie, a później wylegiwaliśmy się na kocach na słońcu... Po kilku godzinach musieliśmy wracać do domów, gdyż została nam godzina do wyjazdu i trzeba było się porządnie przygotować... O 19:00 wszyscy Polacy wraz z niemieckimi rodzinami spotkali się na stacji kolejowej. Każdy z nas otrzymał upominek od rodziny, u której mieszkał, a niektórzy nawet, np. ja, Magda, Krzysiek, Wojtek, zostali zaproszeni do ponownego przyjazdu do Hermannsburga na wakacjach. Gdy zobaczyliśmy zbliżający się pociąg zaczęliśmy się żegnać ze wszystkimi po kolei, a także robić ostatnie zdjęcia. A już po kilku minutach machaliśmy do nich z wagonu pociągu...
     Jedziemy do domu... Z pociągu przesiadka do autobusu, a później już cały czas nim. Nasz cel: Białystok.... Stamtąd odbiorą nas nasze rodziny, za którymi tak bardzo się stęskniliśmy... I później już tylko godzinka, by zobaczyć nareszcie swoje ukochane miasto, a później dom, pokój...
Kamila


Pamiętnik w zdjęciach

           
Wizyta w Hermannsburgu

        

do góry

“Niniejszy projekt został zrealizowany przy wsparciu finansowym Wspólnoty Europejskiej w ramach Programu Socrates-Comenius. Treści samego projektu lub materiałów nie odzwierciedlają stanowiska Komisji Europejskiej czy Agencji Narodowej w danej sprawie, a w związku z tym ani Komisja Europejska, ani Agencja Narodowa nie ponosi za nie odpowiedzialności.”